Herman Hoeksema, fragment artykułu w „Standard Bearer”, tom 23, nr 16
Hebr. 9:24 Chrystus bowiem wszedł nie do miejsc świętych (ἅγια hagia) zbudowanych ręką, które były odbiciami prawdziwych, ale do samego nieba, aby teraz stawać dla nas przed obliczem Boga;
Do samego nieba! A to jest przeciwieństwem wejścia do „miejsc świętych zbudowanych ręką, które były odbiciami prawdziwych,”
Oryginalne określenie „miejsca święte” to po prostu „święte”. I najwyraźniej odnosi się ono do najświętszego ze świętych ziemskiego przybytku i świątyni. To samo wyrażenie jest bowiem użyte w ósmym wersecie tego samego rozdziału, gdzie poprawnie przetłumaczono je jako „Miejsce Najświętsze”
Hebr. 9:8W ten sposób Duch Święty pokazuje, że jeszcze nie została objawiona droga do Miejsca Najświętszego (ἁγίων hagion), dopóki jeszcze stał pierwszy przybytek.
I ponownie, że jest to właściwe znaczenie wyrażenia z wersetu ósmego, wynika z jego związku z wersetem siódmym, gdzie to samo „święte” jest nazywane „drugim”,
Hebr. 9:7 Do drugiej zaś raz w roku tylko sam najwyższy kapłan, i to nie bez krwi, którą ofiaruje za siebie i za grzechy niewiedzy ludu.
i wreszcie z wersetem trzecim:
Hebr. 9:3 Za drugą zaś zasłoną był przybytek, który zwano Miejscem Najświętszym.
W oryginale jest mowa o „najświętszych ze wszystkich”. (Ἅγια ἁγίων Hagia hagion)
Cała Świątynia dawnego porządku była święta, ponieważ była świątynią Jahwe, Jego mieszkaniem, gdzie wszystko było poświęcone wyłącznie Jego przymierzu z Jego ludem i Jego służbie.
Święty był dziedziniec zewnętrzny z ołtarzem całopalenia. Święty był „pierwszy przybytek”, miejsce święte, gdzie stał złoty ołtarz kadzielny, złoty świecznik i stół chlebów pokładnych.
Najświętszy był jednak „drugi przybytek”, znajdujący się za zasłoną. Na niego wskazywała cała reszta ziemskiej świątyni. Z tego „najświętszego ze wszystkich” cała Świątynia i przybytek czerpały swoje znaczenie. Bez niego nie było przybytku. Cała służba w przybytku była sprawowana z myślą o tym najświętszym ze wszystkich. Tylko ono nadawało sens ofiarom. Z tego powodu kadzidło palące się na złotym ołtarzu, światło złotej lampy, chleby na stole z chlebami pokładnymi, a także krew, którą skrapiano rogi ołtarza na dziedzińcu zewnętrznym, miały swoje znaczenie. Tam bowiem, w Miejscu Najświętszym, stała Arka Przymierza z przebłagalnią; tam znajdowała się Szekina, cudowny symbol obecności; tam Bóg mieszkał między cherubinami.
Do tego Miejsca Najświętszego wchodził raz w roku arcykapłan, aby pokropić przebłagalnię krwią przebłagalni przed obliczem Boga!
Jednak to „Miejsce Najświętsze” zostało wykonane rękami!
To, że zostało uczynione rękami, było jego główną charakterystyką. Oznaczało to, że było czysto lokalne, ograniczone, materialne, doczesne i nietrwałe. Nie było duchowe, choć świadczyło o duchowych realiach; nie było uniwersalne, choć zwiastowało rzeczy wszechogarniające; nie było dla wszystkich ludzi, choć za nich arcykapłan wchodził z krwią przebłagania; nie było wieczne, choć było obrazem wiecznego przymierza Boga z Jego ludem; nie było wieczne, zasłona mogła zostać rozdarta, świątynia mogła zostać zniszczona, choć wskazywało na wieczny przybytek Boga z ludźmi.
Nie było samą rzeczywistością.
Wyraźnie świadczyło, że droga do prawdziwej świątyni nie została jeszcze objawiona.
Nawet arcykapłan, choć wchodził do Miejsca Najświętszego z krwią przebłagania, nie mógł przebywać za zasłoną. Mógł pozostać tylko przez chwilę, wystarczająco długo, by służyć cieniom, a potem on również musiał się wycofać, z powrotem na dziedziniec. I co roku musiał wchodzić na nowo, by powtarzać zadośćuczynienie pojednania, za siebie i za cały lud.
Ale Chrystus wszedł do samego nieba!
Nie wszedł do Najświętszego, uczynionego rękami, lokalnego, ograniczonego, materialnego, doczesnego, przemijającego, będącego obrazem Prawdy.
W rzeczywistości nigdy nie wszedł do tego Najświętszego. Nie miał do niego dostępu. Nasz Pan bowiem nie pochodził z plemienia Lewiego, a tym bardziej z domu Aarona. Do ziemskiej Świątyni nie mógł wejść. W Najświętszych, uczynionych rękami, nie miał prawa posługiwać.
Wszedł do rzeczywistości, którą zapowiadała świątynia uczyniona rękami. Do samego nieba!
Do nieba! A to oznacza tutaj: do prawdziwego Miejsca Najświętszego! Oznacza to, że jak dawny arcykapłan dyspensacjonalny raz w roku wchodził do Miejsca Najświętszego, gdzie Bóg przebywał w formie symbolicznej, tak Chrystus wchodził do samej obecności Boga.
Bo takie jest znaczenie nieba, jego sama istota!
O, zaiste, niebo nie jest jedynie ideą. Nie należy go tak uduchowić, by nic z niego nie pozostało. To miejsce, część Bożego stworzenia. Jest „nad”, choć jego odległość od nas nie śmie mierzyć milionami mil. To miejsce, gdzie przebywają aniołowie i gdzie są święci, którzy już tam byli, dokąd również wstąpił Chrystus, w swojej uwielbionej ludzkiej naturze.
Wszedł do tego miejsca czterdziestego dnia po swoim zmartwychwstaniu.
Z Góry Oliwnej, na oczach swoich uczniów, odszedł od nich do nieba. Wiedzieli, że ostatecznie od nich odszedł i że przez jakiś czas już Go nie zobaczą. Wielokrotnie, w ciągu tych cudownych czterdziestu dni po Jego zmartwychwstaniu, ukazywał się im, by po chwili zniknąć. Nie był już bowiem z nimi, jak przed śmiercią i zmartwychwstaniem. Mimo to, w ciągu tych czterdziestu dni, za każdym razem, po każdym pojawieniu się, spodziewali się Go ponownie ujrzeć. Lecz czterdziestego dnia zaprowadził ich na Górę Oliwną i gdy
Dzieje 1:9 … oni patrzyli, został uniesiony w górę i obłok zabrał go sprzed ich oczu.
A oni patrzyli w niebo, stanęli przed nimi niebiańscy posłańcy i
Dzieje 1:11 I powiedzieli: Mężowie z Galilei, dlaczego stoicie, wpatrując się w niebo? Ten Jezus, który został od was wzięty w górę do nieba, przyjdzie tak samo, jak go widzieliście wstępującego do nieba.
Wiedzieli, że odszedł z ziemi do nieba i że tutaj już Go więcej nie zobaczą.
Wniebowstąpienie oznacza, że Syn Boży, w ludzkiej naturze, który przyjął ciało i zstąpił do najgłębszych zakątków ziemi, opuścił nasz świat, aby wstąpić do innego miejsca, do najwyższych niebios.
Z jednego miejsca, Góry Oliwnej, przeniósł się do innego, do miejsca niebiańskiej chwały.
Jednakże, po zwróceniu należytej uwagi na rzeczywistość nieba i prawdę o lokalnym wniebowstąpieniu Jezusa do chwały, należy podkreślić nie mniej, że tekst ten odnosi się do nieba nie z punktu widzenia jego bycia miejscem chwały w zewnętrznym znaczeniu tego słowa, lecz raczej z punktu widzenia jego duchowej idei i istoty. Jest ono pierwowzorem tego, czego ziemski przybytek był jedynie figurą; rzeczywistości, której sanktuarium zbudowane rękami było jedynie cieniem.
Jest to mieszkanie Boga, najwyższa możliwa realizacja przymierza przyjaźni. W niebie jest oblicze Boga. Jest Jego obecność. Tak jak ziemska Świątynia, uczyniona rękami, była jedynie niedoskonałą, lokalną, materialną, doczesną i przemijającą figurą prawdziwej świętości, tak niebo jest jej doskonałym, wszechogarniającym, duchowym, wiecznym i niezniszczalnym urzeczywistnieniem. Niebo oznacza, że Bóg mieszka z nami, że sprawia, iż poznajemy Go takim, jakim jesteśmy poznani, że widzimy Go twarzą w twarz, że wchodzimy w Jego tajemną społeczność, w najintymniejszą komunię z Bogiem naszego zbawienia. Oto dom Ojca!
Oto niebiańska doskonałość wiecznego przymierza przyjaźni Boga: przybytek Boga z ludźmi!
Aby uzyskać więcej informacji w języku polskim, kliknij tutaj.


